Murowana Goślina w ukraińskim Niemirov - Wrzesień 2008
Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą…” – tak w tych kilku słowach by można podsumować wyjazd 9 osobowej grupy z Murowanej Gośliny do miasta Niemirov na Ukrainie.
W „Śvete Mista Nemiriva”, czyli Święcie Miasta oficjalnie reprezentował naszą Gminę wice Burmistrz p. Marcin Buliński, a kapela „Eka Wuja Jacha” godnie zaprezentowała się na scenie. W naszej ekipie była również p. Jola Popiołkiewicz i Asia Michałowska.
Ale zacznijmy od początku. Wyjeżdżaliśmy z Murowanej Gośliny 24.09.2008 o godz. 21.00, a na miejsce dotarliśmy następnego dnia ok. 16.00 (15.00 naszego czasu). Przywitał nas bardzo serdecznie Mer Miasta Wiktor Kaczur, jego zastępca oraz grono przyjaciół, którzy w br. gościli w Murowanej Goślinie. Uściskom nie było końca.
Udaliśmy się na miejsce zakwaterowania, a potem na kolację. Tam spotkaliśmy grupę z Solca Zdrój – partnerskiej gminy miasta Niemirov. Od samego początku atmosfera naszych spotkań była rewelacyjna. Wykwintne jedzenie, kilka toastów i oczywiście tańce.
Kolejny dzień, to zwiedzanie miasta – Sanatorium „Awangarda”, które wybudowała rodzina Potockich, Szkoła Podstawowa, gdzie dzieci przygotowały inscenizację pokazującą swoją szkołę. Następnie zwiedzanie Monastyru. Batiuszka pokazał nam wnętrze oraz coś na kształt muzeum z pamiątkami z dawnych czasów związanymi z zarówno z Niemirovem, jak i samym Monastyrem. Dalej pojechaliśmy na cmentarz katolicki, który był sprzątany przed rokiem. Wywieziono wtedy z tego terenu ponad 120 ciężarówek śmieci. Na tym cmentarzu znajduje się między innym grób rodziny Horodeckich. Po południu zwiedzanie fabryki „Niemiroff”, znanej z produkcji alkoholu. Fabryka – klasa światowa. Cała kompania zatrudnia ponad 2 tys. osób, ale na liniach produkcyjnych prawie nie widać ludzi. I na koniec degustacja wyrobów z fachowym komentarzem kierownika laboratorium, jak należy spożywać poszczególne trunki. Jako ciekawostkę muszę dodać, że jednym z filtrów, przez który przechodzi spirytus i woda (z własnych ujęć) jest węgiel drzewny wypalany na Syberii z brzozy syberyjskiej. Nawet ten proces dokonywany i kontrolowany jest pod bacznym okiem pracowników fabryki.
Wieczorem oficjalna kolacja. Nie będę wspominał o jedzeniu i trunkach, ale to co nam zostało w pamięci to pan, który co chwilę wstawał mówiąc: „Szanowna Hromada…” i udzielając głosu kolejnym gościom wznoszącym toasty. I znów jako ciekawostkę dodam, że 3, 7 i 21 !!! toast na Ukrainie wznoszony jest za „żenki”. Panie wtedy siedzą, panowie wstają i wznoszą toast za kobiety.
Sobota – Święto Miasta rozpoczyna się od nabożeństwa w przepięknej, nowej cerkwi, choć jej wykończenie pozostawia wiele do życzenia. Potem przemarsz na główny w Niemirovie plac, gdzie odbywały się główne uroczystości. Przez cały czas trwania imprezy „towarzyszył” nam dumnie stojący na środku placu pomnik „ towarzysza” Wołodii Lenina. Przemowy oficjalnych gości, a potem występy. Wydaje mi się, że nasza kapela podbiła serca „Nemirivian”. Po występie mieszkańcy podchodzili do mnie, abym opowiedział im jeszcze kilka dowcipów. Było wesoło. Potem wspaniały, jak zwykle występ znanego nam zespołu „Suziria”. Na koniec gwiazda wieczoru Natalka Karpa, znana z granego i u nas przeboju „Kalyna”. Następnie pokaz sztucznych ogni i nasza grupa wyjechała, wydawać by się mogło na odpoczynek do hotelu. Jak się później okazało w naszym hotelu był ślub i nasza kapela postanowiła Młodej Parze zaśpiewać „Sto lat…” i nie tylko. Zrobiliśmy im ogromną przyjemność.
Niedzielę rozpoczęliśmy Mszą św. W kościele katolickim, położonym naprzeciw wspomnianego wyżej pomnika Lenina. Kościół został wyremontowany i lśnił. Głównymi sponsorami tej renowacji są właściciele fabryki „Niemiroff” – katolicy. Jak nieoficjalnie usłyszałem, wyłożyli z własnych kieszeni ponad milion hrywien. Po mszy ksiądz Paweł zabrał nas do Peczory, wioski położonej nad Bugiem Południowym. Pokazał przepiękny kościółek z relikwiami św. Stanisława Kostki oraz z grobowcami rodziny Potockich w podziemiach. Potem zeszliśmy nad Bug schodami, które kiedyś musiały być piękne. Dziś cały park leży niestety w ruinie. Gorzej było z podejściem, bo było bardzo stromo, a niektórym brakowało już kondycji.
Potem pojechaliśmy na piknik na łonie natury. Znów było wesoło, a o jedzeniu i trunkach nie będę wspominał.
Wieczorkiem znów w naszym hoteliku kapela co nieco pograła.
W poniedziałek wycieczka do położonego ok. 120 km. od Niemirova miasta Uman (Humań). Zwiedziliśmy prześliczny park wybudowany przez Potockiego dla swojej żony Zofii. Tego się nie da opisać – to po prostu trzeba zobaczyć. Wspaniała przyroda, rzeźby, olbrzymie granitowe głazy, jeziorka – coś pięknego. Zafundowaliśmy sobie wycieczkę łódką po Styksie – 200 m podziemna rzeczka, którą płynie się w kompletnych ciemnościach.
Tym razem kilka ciekawostek. W pracach przy tworzeniu tego parku uczestniczyło ok. 130 tys. robotników, tylko mężczyzn. Każdego dnia pracowało tam ich ok. 800. Olbrzymie głazy transportowane były na swoje miejsce zimą. Polewano drogę, jak i głazy wodą, która zamarzała i wtedy ciągnięto je do miejsca przeznaczenia. W parku tym znajduje się jedyna w Europie rzeźba Eurypidesa przedstawiająca go w całości – od stóp do głów. Grecy odwiedzający to miejsce bardzo się dziwili, bo u nich takiej rzeźby nie ma – są tylko popiersia. Były miejsca, gdzie trzeba było dotknąć rzeźby np. Amora i pomyśleć życzenie, a ono na pewno się spełni. Wejście do jednej z grot. Gdy wchodziło się lewą stroną, to źle – tam stał stolik, gdzie Potocki przegrywał swoją fortunę w karty. W prawym wejściu była tablica z polskim napisem i kto jej dotknął i pomyślał jedno życzenie, to może być pewien, że ono się spełni. Znów dzień pełen wrażeń.
Wieczorem kolacja w przepięknej restauracji „Troja”. Znów było wesoło, bo na dziedzińcu było wesele. I już tradycyjnie o jedzeniu i trunkach nie będę wspominał.
Potem zgodnie z przyjętym przez nas zwyczajem w naszym hoteliku mały koncercik kapeli.
No i czas wyjazdu. Niestety źle się zaczęło i tak było do końca. Najpierw wysiadł zamek i nie mogliśmy otworzyć samochodu. Trzy godziny walki z zamkiem – pomogli nam ukraińscy „fachowcy” od otwierania aut. Potem niesamowite pożegnanie przed Urzędem Miasta. Łezki się też pokazały.
I w drogę do Polski. Zatrzymaliśmy się na parę godzin we Lwowie, gdzie Natalia Lejkina, uczestniczka naszego pleneru rzeźbiarskiego oprowadziła nas w „telegraficznym skrócie” po mieście. Niestety ja zostałem w samochodzie, bo nie działał nadal zamek. Potem 4 godziny na granicy i znów Europa.
Ale na tym nie koniec. Na autostradzie za Krakowem wysiadł nam samochód. Jakoś doczłapaliśmy się do Dąbrowy Górniczej i tam „fachowcy od siedmiu boleści” stwierdzili, że nie możemy dalej jechać. Trzy osoby pojechały do Poznania pociągiem, a kapela została. Znów samochodem doczłapaliśmy się dalej pod Siewierz i tam poczekaliśmy na inny samochód, który przyjechał po nas z Murowanej Gośliny. Kilka godzin spędziliśmy w barze „Grześ” i potem do domu. Zamiast przyjechać do Murowanej w środę nad ranem, dotarliśmy w czwartek po północy. Koszmar.
Podsumowując. Wyjazd bardzo udany. Atmosfera - wspaniała. Kultura naszej ekipy - pełna. Ludzie na Ukrainie bardzo gościnni. Jak nas przyjmowali – tego też nie da się opisać. Zawarliśmy dużo nowych znajomości zarówno z mieszkańcami Niemirova, jak i delegacji z Solca Zdrój.
A minusy. No cóż. Jeśli ktoś u nas narzeka na drogi, na dojazd nowymi „Solarisami” do Poznania i jeszcze parę innych spraw, to niech pojedzie do naszych sąsiadów za wschodnią granicę. Takich wehikułów, jakie jeżdżą po „drogach”, to u nas już nie zobaczysz nawet w muzeum. Policja z radarem przy każdym miasteczku wielkości Murowanej Gośliny. Przechodząc przez jezdnię na pasach lub na zielonym świetle nie możesz mieć pewności, że przejdziesz bezpiecznie. Lepiej się rozejrzeć.
Ale i tak na koniec: "Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą..."
Zbigniew Bitner, 2008-10-08




